Prezentujemy: 462 biografii muzyków, 2010 recenzji, 534 artykułów, 267 wywiadów, 7850 płyt, 1759 linków, 515 galerii
ARTYKUŁ
Andrzej Pluszcz - Szczupły

Urodził się w Krakowie, ale całe jego dorosłe życie związane było z Wrocławiem, gdzie przyjechał na studia z Żagania. Ojciec pułkownik przekazał Andrzejowi w genach dużo z wojskowego drylu, ale na szczęście nie dał rady wybić mu z głowy gitary. Podczas studiów na wydziale fizyki zaczął granie w różnych w pałacykowych grupach rockowych (Romuald i Roman, Pakt, Emil i Dentyści i coś tam jeszcze).

Kiedy wkroczył poważnie w jazz – już dzisiaj nie pamiętam, ale wszedł w sztandarowe wrocławskie formacje: w grupie Sami Swoi grał na kontrabasie, w Big Bandzie Wrocław na basówie, a ze Spiskiem Sześciu wygrał Jazz nad Odrą w 1974 roku. Jak Spisek rozłamał się (dosłownie rozłamał się na pół) zawiązał z Czwojdą grupę Crash. Na inauguracyjnym koncercie w "Pałacyku" (1976) pod naporem fanów nie wytrzymały solidne pałacowe drzwi. Z jazz-rockowym Crashem Andrzej grał w całej Europie, w San Sebastian w jazzowym konkursie (1977) był najlepszym instrumentalistą. Opiliśmy to sangriją na nadbrzeżu zatoki biskajskiej – ten hiszpański, wówczas nieznany u nas, sikacz bardzo smakował na wolnym atlantyckim wietrze. Na kolejnym festiwalu Crash wystąpił już na profesjonalnej scenie San Sebastian, potem trasy koncertowe po całej Europie. Kiedy skończył się jazz-rock, zaczęła się Recydywa.

Powstanie było dziełem przypadku, jak to zwykle w przypadku rzeczy wielkich. Spotkanie trzech wrocławskich weteranów – gitarzysty Alka Mrożka, basisty Andrzeja Pluszcza oraz perkusisty Irka Nowackiego – miało miejsce podczas październikowego jam session w 1985 roku w "Pałacyku". Postanowiliśmy założyć zespół. Nazwę podsunęła znajoma dziewczyna, która widząc nas na scenie stwierdziła jednoznacznie: recydywa. Dobra passa Recydywy trwała zaledwie kilka lat. Kiedy trzeba było zrobić we wrocławskim Oddziale PSJ przewrót pałacowy (raczej rurowy), padło na Andrzeja, który został w 1988 roku Prezesem, a miał dyrektorskie maniery i rządzić lubił jak mało kto. Stało się to z wielką szkodą dla muzyki, bo Andrzej przestał wtedy tak na serio zajmować się ukochaną gitarą.

W 1991 roku powstała Międzynarodowa Fundacja Jazz nad Odrą: założycielami byli Pluszcz, Partyka i Siwek. W nowej Polsce chcieliśmy ocalić Festiwal – nie dla zysków i szpanu, tylko dla niego samego. Nazwa i znak zostały opatentowane i nie mogli się pod nią podpiąć różni chętni i zasłużeni. Dlatego JnO ma się dobrze do dzisiaj i może jest najstarszym "urzędującym" festiwalem jazzowym w Polsce – to też wkład rockmana Andrzeja w polski – wrocławski – nasz jazz.

Coś nie miał Andrzej ostatnio artystycznego fartu, choć z daleka wyglądało nieźle: udana współpraca z Nalepą, koncerty z Edytą Bartosiewicz, Michałem Urbaniakiem, Sławkiem Wierzcholskim, świetny cykl programów Recydywa i Goście w Columbusie, nowa płyta w przygotowaniu i udane koncerty Recydywy w całej Polsce. Ale dla nas, muzyków i dla samego Pluszcza też, to było zdecydowanie za mało. Ale okołomuzyczne sprawy zajmowały mu coraz więcej czasu. Stworzył Ogólnopolskie Warsztaty Bluesowe w Bolesławcu, prowadził audycje bluesowe w Polskim Radiu. Przez chwilę dyrektorował filii Impartu, ale kiedy wyremontował i otworzył nowy obiekt, został na lodzie więc pojechał do Milicza na Dyrektora Ośrodka Kultury.

Znajomi i przyjaciele ciągle słyszeli: "później, później, nie mam czasu!" Zabiegany, podekscytowany muzyk-prezes-dyrektor. Nie tylko ja mu powtarzałem: "Andrzej, twoim życiem jest muzyka, a nie dyrektorskie biurko, zwolnij tempo."

Kiedy zaczął narzekać, że pompka mu nawala, żona Teresa położyła go na siłę, ale dał się tylko na chwilę, do szpitalnego łóżka. Przestał palić, włączył dietę. "Szczupły" naprawdę zaczął być szczupły. Pompka już pompowała dobrze, ale za krótko.

To nie ma być laurka, prawda jest zawsze ładniejsza, bo prawdziwa. Andrzej nie był łatwym człowiekiem. Potrafił rządzić i rozkazywać w domu, na scenie, w pracy, stawiać "mniejszych" na baczność.

Był fantastycznym kumplem, ale jak z jakiegoś powodu, bardzo często błahego, popadał w złość, było pewne, że pokłóci się ze wszystkimi dookoła. Kłóciliśmy się więc często, ale zawsze potem mogliśmy sobie podać rękę i zrobić niedźwiadka, a kiedy trzeba, wzajemnie pomóc. Normalnie jak w życiu, nie ma ludzi bez wad, szczególnie wśród zwariowanych artystów. Ale po takim sercowym breaku chcemy pamiętać tylko o jego dobrych stronach.

"Oh, When the Saints Go Marchin’ In" grają jazzmani na pogrzebie kolegi. Andrzej święty nie był, ale 17 grudnia na Cmentarzu Grabiszyńskim przyjaciele "Świętych" mu zagrali i muzyczna dusza Andrzeja pomaszerowała do nieba. Nie ma wśród nas Andrzeja, jest Natalia, wschodząca gwiazda – będzie nam przypominać swojego Tatę.

Wojciech Siwek Jazz Forum

Data wstawienia: 2006-01-08


Andrzej Pluszcz - Szczupły
Andrzej Pluszcz (Fot. Czajkowski, JF)
SPONSORZY SERWISU
POLECAMY


  Wstecz  Do góry  Napisz do nas  Drukuj
© 2002-2009 Andrzej E. Grabowski & Rafał Fagas & Kamila Szczepaniak